„FILMY MOGĄ ROBIĆ WYŁĄCZNIE LUDZIE, KTÓRZY NAPRAWDĘ MAJĄ COŚ DO POWIEDZENIA”

rozmowa z  Jerzym Hoffmanem

„Filmy mogą robić wyłącznie ludzie, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia” 

Jutro (10 października) rozpoczyna się Konkurs Filmów Krótkich WAMA Film Festival. Trzynaście krótkometrażowych tytułów fabularnych bądź dokumentalnych będzie oceniało jury w składzie: Hanna Polak, Cezary Harasimowicz i przewodniczący Jerzy Hoffman. Z tej okazji rozmawialiśmy ze słynnym reżyserem i Ambasadorem WAMA Film Festival.

 

Na co będzie Pan zwracał uwagę przy ocenie filmów?

Do konkursu zostały zakwalifikowane filmy zajmujące się tematyką wielokulturowości. Jednak zadaniem jury nie jest ocenianie filmu za jego temat, to uczyniła komisja kwalifikująca. Naszym zadaniem jest ocena, czy te filmy są dobre. Ocena jakości, a nie tematu.

 

Co WAMA Film Festival daje Olsztynowi i całej Warmii i Mazurom?

Mi daje bardzo wiele, ponieważ kocham Mazury. Jestem z nimi związany od jakiś 40 lat. A Olsztyn jest stolica Warmii i Mazur, to tym samym zależy mi na tym, aby na Mazurach i w jego stolicy życie kulturalne kwitło jak najbardziej i jak najszerzej. Zależy mi na tym, aby władze miejscowe interesowały się kulturą, a przynajmniej jej nie przeszkadzały.

 

Festiwal daje szansę ludziom do poznawania siebie nawzajem, innych kultur, innych zwyczajów, innej mentalności. A to wpływa na tolerancję, a tolerancja jest najistotniejszym i najbardziej podstawowym elementem współżycia międzyludzkiego.

 

Wielu młodych twórców bierze udział w konkursie. Jak Pan oceni sytuację dzisiejszego młodego pokolenia filmowców? Jak oceni Pan ich produkcje?

 

Trudno na to odpowiedzieć, bo z krótkim metrażem przez wiele lat nie miałem do czynienia, a film dokumentalny „Ukraina – narodziny narodu”, który robiłem kilka lat temu nie jest krótkometrażowy. Jest wręcz bardzo długi, bo składa się z czterech 45-minutowych części. Natomiast mogę powiedzieć, że w naszych czasach, to znaczy kiedy myśmy debiutowali,  kiedy my byliśmy młodzi, film krótkometrażowy odgrywał inną rolę. Nie było telewizji, więc myśmy byli ograniczeni czasem, nie mogliśmy przekraczać więcej niż 10-15 minut, po to żeby film był pokazywany przed seansem. To zmuszało do zwięzłości, ostrego montażu, ale zdarzało się tak, i to nierzadko, że ludzie chodzili do kina nie na film a na dodatek.

 

Od momentu kiedy film dokumentalny przejęła telewizja pojawiły się gadające głowy i to co my potrafiliśmy pokazać od 10 do 15 minut, zaczęto pokazywać w ciągu godziny-półtora. Myślę, że dziś znowu wracamy do pewnej równowagi, bo film dokumentalny zostaje dziś nie tylko dokumentem długometrażowym, ale są też filmy autentycznie krótkometrażowe.

 

Młodym ludziom z jednej strony jest trudniej, z drugiej jest łatwiej niż było kiedyś. W każdym razie jedni będą traktować tę drogę jako pierwszy krok do filmu pełnometrażowego, fabularnego. Inni dokument pozostawią sobie jako swoje autentyczne zainteresowanie i swój zawód.

 

Ten festiwal skupia się na prezentowaniu ambitnego kina. Jak Polacy traktują ambitne filmy?

 

Pojęcie ambitne kino i kino komercyjne jest dość ryzykownym, ponieważ pojęcie kino ambitne zostało zdewaluowane przez ludzi robiących filmy, których po prostu widz nie chce oglądać. Jeśli film nie miał widowni to autor mówi: „No tak, bo to jest film ambitny i widz do tego nie dorósł”. Otóż ambitne filmy mogą robić ludzie wyłącznie tacy, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia. Natomiast film jako sztuka jest przeznaczony do szerokiej widowni. Czy filmy Chaplina były filmami komercyjnymi? A jego filmy oglądali wszyscy od tzw. kucharek do intelektualistów.  Wszyscy śmiali się i płakali. Film zależy od talentu, wiedzy i warsztatu autora. A forma, którą wybiera autor, żeby to co ma do powiedzenia przekazać, jest sprawą wtórną. Niekiedy za bardzo atrakcyjną formą kryją się bardzo ważne treści, lecz także pod bardzo wymyślną formą kryje się często pustka.